Tag

miniciężarówka

Browsing

Pięć lat temu autor serwisu Electrek sprowadził z Chin elektryczną miniciężarówkę za 2080 dolarów i oddał ją do pracy na farmie rodziców na Florydzie. Sceptycy zapowiadali, że pojazd rozsypie się albo zardzewieje w kilka miesięcy. Po pięciu latach ciężkiej pracy wciąż jeździ, a prawie całe jego wyposażenie działa.

Pięć lat prawdziwej roboty

Biały pojazd marki Changli nie jest ciekawostką z garażu. Pracuje na liczącej 10 akrów (ok. 4 ha) posiadłości rodziców autora. Wozi ściółkę, piasek, drewno, gałęzie i odpady zielone. Hydrauliczna skrzynia wywrotka ułatwia rozładunek, na przykład do podwyższonych grządek. W porze suchej ojciec autora używa go też jako mobilnej cysterny: solarna pompa napełnia zbiornik w skrzyni wodą ze stawu, a on podlewa drzewa i rośliny.

Po drodze były modyfikacje. Fabryczne, bardzo twarde resory wymieniono na miękkie, dodano własnej roboty hak holowniczy, a miejskie opony zamieniono na terenowe. Miało to swoją cenę: przy ładunku powyżej ok. 500 funtów (220 kg) tył mocno przysiada. Pojazd nie ma homologacji drogowej i jedzie maksymalnie 25 mph (40 km/h), więc używa się go prawie wyłącznie na prywatnym terenie.

Co działa, a co nie

Zaskoczeniem jest to, że prawie wszystko nadal działa:

  • elektryczne szyby i centralny zamek,
  • reflektory i kamera cofania,
  • klimatyzacja, z której nawiewów wychodziło powietrze o temperaturze ok. 12°C (55°F),
  • hydrauliczna wywrotka i napęd, bez poważnych awarii.

Usterki są drobne. Wycieraczka ma coraz mniejszy zakres ruchu, lusterko wsteczne trzeba było kilka razy przyklejać, a siedzenie kierowcy ma pęknięcia sztucznej skóry. Odpadła też ozdobna plastikowa nakładka przy klamce. Tylne lampy zmatowiały od słońca, bo pojazd stoi na zewnątrz, a jego tył moczy deszcz.

Rdza jest, ale głównie kosmetyczna. Skupia się tam, gdzie lakier został starty, czyli na górnej krawędzi klapy i w skrzyni ładunkowej. Natryskowa wykładzina, położona w pierwszym roku, po czterech latach wożenia ziemi i kamieni zaczyna się przecierać. Konstrukcja pozostaje według autora solidna, mimo wilgotnego i słonecznego klimatu Florydy.

Ile to naprawdę kosztowało

Cena 2080 dolarów dotyczyła samej fabryki. Fracht morski kosztował blisko 2 tys. dolarów, doszły cła i usługi agenta celnego. Łącznie dodatkowe opłaty sięgnęły kilku tysięcy dolarów. Autor uważa jednak, że się opłaciło.

Koszty eksploatacji są śladowe: pełne ładowanie to nieco ponad dolar za prąd. Baterię o pojemności 6 kWh podłącza się mniej więcej co dwa tygodnie. Nie wiadomo, ile pojazd przejechał ani jak bardzo zużył się akumulator, bo nie ma licznika przebiegu. Ojciec autora uważa, że auto posłuży kolejne pięć, a nawet dziesięć lat.

Co to oznacza dla czytelnika w Polsce

Taki pojazd to narzędzie do pracy na prywatnej posesji, a nie zamiennik samochodu. W Unii Europejskiej pojazd jeżdżący po drogach publicznych musi mieć odpowiednią homologację, a przy imporcie z Chin trzeba doliczyć cło, VAT i formalności. Aby legalnie jeździć nim po drogach, trzeba by sprawdzić, czy da się go dopuścić do ruchu, na przykład jako lekki czterokołowiec. To zwykle wymaga spełnienia norm bezpieczeństwa, których tanie importy często nie spełniają. Przed zakupem warto więc zapytać w wydziale komunikacji lub u rzeczoznawcy.

Historia pokazuje przede wszystkim, że prosty, tani elektryczny pojazd użytkowy może długo służyć na gospodarstwie, w ogrodzie czy na działce. Dotyczy to jednak jednego egzemplarza, używanego przez jedną rodzinę w określonych warunkach. Nie jest to dowód, że każdy podobny import okaże się równie trwały.

Źródło: Electrek – „I imported a $2,000 electric truck from China. Five years later, here’s the truth”

https://siteopia.pl/internet-bez-limitu-ktore-oferty-naprawde-sie-oplacaja/ https://mebleinfor.pl/luxmed-pakiety-medyczne-optymalne-rozwiazania-dla-rodzin-z-dziecmi/ https://medyczne-pakiety.com/pakiety-medyczne-luxmed-dla-seniora-rodziny-i-firm-prywatne-ubezpieczenie-zdrowotne-dopasowane-do-twoich-potrzeb/